madziama | e-blogi.pl
madziama
w skrócie... koniec 2018-06-27

Tak sobie siedzę i patrzę i oczom nie wierzę. Co ja tu wypisywałam! Po części to moja historia, ale praktycznie uczepiona jednego wątku. Wątku teraz już nie istotnego. Dla 16 letniej dziewczynki może wtedy było to ważne. A czy jest teraz? Zupełnie nie! Jest to tylko niemiłe wspomnienie. Po części wymazane z głowy.


 


Postaram się wam teraz opowiedzieć moją historię jak ją widzę teraz jako 23 letnia kobieta.


Etap wczesnego dzieciństwa: ZAMKNIĘTY


Urodziłam się jako wcześniak. Podobno została ochrzczona już w pierwszej dobie życia, bo tak było ze mną źle. Niby pulpet, ale z słabym wzrokiem i coś nie tak neurologicznie 5/10 pkt po porodzie. Pierwsze doby w inkubatorze, co9 jak potem się okazało pogorszyło jeszcze wzrok. Moja mama wspomina ten okres, jako katorgę i zawsze podkreśla swoje wielkie poświęcenie. Nie chciała mnie. Jestem wpadką jej młodzieńczych wybryków. Nidy nie czułam jej miłości. No i te wieczne bieganie po lekarzach. Podejrzenie padaczki, grupa inwalidzka… Nie spełniałam oczekiwań idealnej córki. Pięknej długowłosej modeleczki w sukieneczkach. Za to moja młodsza siostra spełniała je idealnie. Okresu tego prawie nie pamiętam.


Etap dzieciństwa: ZAMKNIĘTY


Wieczne zabawy na dworze z koleżankami. Spędzane w przemiłej atmosferze. Wyjazdy z babcią po ciociach. Jednym słowem sielanka dopóki nie zaczęłam chodzić do zerówki. Przyjęto mnie do niej po ty jak moja mama musiała wrócić do pracy po urlopie wychowawczym po urodzeniu mojej siostry (ze mną go nie wzięła). Przyjęto mnie tylko, dlatego, że byłam kartą przetargową dla mojej siostry. W jej było za dużo dzieci a u mnie za mało, bo przecież do 0 miałam iść przy szkole podstawowej. Nie pamiętam, co prawda wiele z tego przedszkola, bo w trakcie „roku szkolnego” odbyłam operację na oczy. Skomplikowany zabieg niestety niewykonany w całości. Nie dostałam zgody neurologa na tak długą narkozę. Zbyt duże prawdopodobieństwo nie wybudzenia się. Po operacji długie naświetlania i częste wizyty u lekarzy. Matka po dziś potrafi przekoloryzować tamte czasy. Jak to musiała się poświęcać. Potem podstawówka nie byłam dobrym uczniem, nawet nie przeciętnym. Szczerze mówią byłam matołem! Bardzo wolno czytałam, inne dzieci nie potrzebowały tyle czasu na naukę co ja. Mama nie lubiła mnie uczyć a ja ani z nią ani z tatą nie lubiłam tego robić. Mama wychodziła z siebie po jednym błędzie ortograficznym a tata przy tłumaczeniu wzorów z przyrody. Byłam uczniem dwójkowym jak wpadła jakaś trójka to byli zaskoczeni. Mama by pozbyć się kłopotu na czas podstawówki załatwiła orzeczenie z poradni o dysekcjach. Nie zapomnę, gdy nauczycielka zdenerwowała się na mamę i na zebraniu przy wszystkich zwróciła jej podobno uwagę, że ze mną nie ćwiczy ortografii.  Za karę po zebraniu wyłożyła na stół ok. 50 zeszytów 16 kartkowych i wzięła mój zeszyt. Poprawiła w nim błędy i kazała przepisywać. Po przepisaniu jednej strony dawałam do sprawdzenia, gdy znalazła jakiś błąd kazała przepisywać od nowa. Zaczęłam wieczorem była może 18-20 godzina. Nie szło mi, więc wszyscy poszli spać a ja dalej pisałam budząc, co jakiś czas mamę do sprawdzenia. Nastał ranek a ja nadal pisałam. Mama wstała do pracy i o godzinie 6 pozwoliła mi się położyć spać o 7 przyszedł dziadek obudzić nas do szkoły.


Etap dojrzewania: ZAMKNIĘTY 


Chciałabym, aby ten okres został całkowicie zamknięty, ale niektórych wspomnień nie da się od tak wymazać. Skończyłam podstawówkę. Wtedy to dowiedziałam się o zdradzie mojej mamy. Nie byłam głupia. Na schadzki tak jak wcześniej pisałam zabierała mnie i siostrę. Nie mogła jej tego długo wybaczyć. To ona rozwaliła naszą rodzinę, bo zachciało jej się macho. Ojciec nie był święty, żeby nie było. Jestem osoba, która raczej wychodzi z założenia w takich sprawach, że wina leży po dwóch stronach. Tak jak wspominałam w 40 urodziny mojego taty, czyli 8 lat temu wszystko mu wyznałam. Miała wtedy 15 lat. Po tym jak się wydało matka nie chciała mnie znać odgrażała mi domem dziecka i policją.  Zaczęła dopieszczać moją młodszą siostrę to, czego ja chciałam nie dostawałam a moja siostra nawet to, na czym jej nie zależało. Jak się później okazało moja mama i jej Pawełek mieli już w planach się wyprowadzić i zakładać rodzinę tylko wszystko popsułam wyznając ojcu.  Gimnazjum wspominam mimo to fajnie. Uciekałam w zajęcia dodatkowe by jak najmniej siedzieć w domu. Poznałam tam Panią Alę. Cudowną kobietę, która zafascynowała mnie swoimi zdolnościami plastycznym.  Też tak cichłam i twardo próbowałam mimo ze mi nie szło. Pod koniec gimnazjum trochę się podciągnęłam z nauką. Rodzina twierdziła, że mam iść do zawodówki. „Zrobisz zawód ogarniesz się i szybko pójdziesz do racy.” Głównie twierdzili tak moi dziadkowie od strony mamy i ona sama. Widziała we mnie maszynkę do pieniędzy.  Jednak moja druga babcia (Basia) twierdziła zupełnie inaczej.  Z pomocą doradcy zawodowego wybrałam technikum organizacji reklamy. Nie za bardzo babka wiedziała, co po tym zawodzie się robi, ale mam talent do organizowania dosłownie wszystkiego, więc tak padło. W tym czasie byłam wierząca i poznałam Pana Jacka, o którym pisałam jak to, jako 16 latka byłam molestowana przez 60-latka. W skrócie obleśny facet, który zrobił mi sieczkę w głowie i manipulował. W końcu tak, że myślałam, że to ja u robię krzywdę a nie on mi. Uważam jego sprawę za zamkniętą. Spotkałam go, co prawda w ubiegły piątek na ulicy, ale on mnie nie pozna. Pewnie nawet nie pamięta mnie, bo zrobił to nie jednej dziewczynce a po za tym zmieniłam się przez te 7 lat nie do poznania. Dlatego też nie mogę mieć naturalnego koloru włosów. Bo a nóż widelec.


Etap dorastanie: ŻYCIOWY SAJGON ROZLANY I NIEPOSPRZĄTANY


Zawsze zazdrościłam w technikum dziewczyną. A to matczynej miłości. Moja po prostu była. Chłopaków. Ja przyciągałam świrów zresztą potem przeważnie zrywałam kontakt po pierwszej randce. Fajnych rzeczy czy elektroniki, na którą nas nie było stać, bo matka musiała mieć na potajemne schadzki. Pierwsza klasa minęła jakoś. Z ekscesami na temat moich oczu (byłam zakompleksiona), z brakiem przyjaciółki i jakimiś tam „próbami samobójczymi”, które bardziej były wołaniem o pomoc. Gdy skończyłam 18-lat moja sąsiadka/przyjaciółka Paulina sprowadziła do mieszkania z mamą i siostrą swojego chłopaka. Znała go już kilka lat, bo spotykali się na wakacjach u jej kuzyna. Wszystko było super. Potrafiłam u Pauliny spędzać całe dnie. Pewnego dnia, gdy czekaliśmy aż Paulina i jej siostra wrócą z pracy a jej mama do niej wyszła po prostu mnie zgwałcił. Najpierw upił prawdopodobnie coś tam dosypując a potem wziął siłą w ich mieszkaniu. Trzymałam to w sobie. Praktycznie nikt o tym nie wiedział. Bo bałam się reakcji. Zresztą, co maiłam zrobić stanąć przed najlepszą przyjaciółką i powiedzieć jej „Hej, twój narzeczony i ojciec twojego dziecka mnie zgwałcił”? Kilka dni po moim gwałcie pokłócili się o jakąś błahostkę ona go wyrzuciła z domu a kilka dni później trzymała test ciążowy z pozytywnym wynikiem. On się wypiął. Jednak ostatnio nawiązał kontakt i chce łożyć na dziecko. Ukrywałam to przed Pauliną prawie 5 lat i na początku czerwca wyznałam jej wszystko bojąc się, że on przedstawi jej „swoją” wersję a ja stracę kumpelę. Przyjęła to ze zdziwieniem, spokojem i o ironio obojętnością. To wydarzenie ma na mnie wpływ do dziś. Trzy lata temu poznałam mojego przyszłego męża Macieja. Jest kochany. Dba, docenia, troszczy się. Mamy wspólna pasję. W przyszłym raku nasz ślub.  Poznaliśmy się dzięki Adrianowi. Gej z Klubu i kolega z mojej szkoły. Przez jakiś czas przyjaciel. Olał mnie dla moich koleżanek wpychając nie jeden raz nóź w plecy. W zeszłym roku odcięłam się praktycznie od wszystkiego. Nowym krokiem miał być kurs języka migowego (kończę już drugi poziom). I tym nowym krokiem był! Poznałam cudownych ludzi. Którzy tyle przeżyli a nie użalają się nad sobą. Działają. Idą dalej…


 


I powiem Wam jedno. Choć mam w głowie burdel i jednego dnia łapię doła a drugiego jestem przesadnie optymistyczna też chcę iść dalej…


życzenia... 2017-02-17

No i mamy nasz wymarzony kąt. Od blisko dwóch miesięcy mieszkamy razem. Wszystko jest super. Mieszkanie w idealnej lokalizacji. Tanio, bo od kolegi. I choć martwię się czy wystarczy nam do 10. To jestem szczęśliwa, bo mam swoje miejsce na ziemi. Nikt  mną nie dyryguje. Odpoczywam psychicznie po tych wszystkich latach z moimi rodzicami. Oczywiście widujemy się i dzwonimy do siebie, ale nasze stosunki się zmieniły. Lepszy kontakt mam też z dziadkami. Podziwiam moją babcie miesiąc temu dowiedziała się, że prawdopodobnie ma raka. Za tydzień idzie na operacje. Świetnie się trzyma. Ja w obliczu tej informacji zaczęłam myśleć więcej o nas. Chcę mieć ślub z Maciejem. Ten papierek wiele zmienia. Cały czas w głowie siedzą mi pytania. A gdy któreś z nas wyląduje w szpitalu? Co wtedy? Nie będziemy informowani? Dostrzegam, jakie życie jest kruche i gdy wieczorem kładziemy się spać, gdy całuje mnie w czoło i mówi "dobranoc kochanie" ja modlę się by tych chwil były jeszcze przynajmniej 16 tysięcy.  Byśmy dożyli wspanialej starości. I strasznie dużo myślę ostatnio i o ślubie i o dziecku. Chciałabym mieć dziecko, ponieważ chcę by moi dziadkowie jeszcze zdążyli nacieszyć się prawnukiem. Na razie niestety blokuje mnie praca. Dostałam w październiku "awans". Jestem nadal w firmie, w której miałam praktyki. Teraz też pracuję w zawodzie. Cieszy mnie to, ale to tylko chwilowe rozwiązanie. Moja koleżanka poszła na macierzyńskie. Za rok wróci a ja po przedłużeniu umowy będę mogła myśleć o stworzeniu rodziny. Chciałabym też w połowie 2017 lub 2018 wziąć ślub. Jednak na razie nie nalegam, nie mogę. Maciej spełnił trzy życzenia. A co będzie jak spełni wszystkie?


 


 


powiedziałam TAK!!! Czyli kobieta w obłokach 2016-07-26

No i stało się jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. W sobotę zorganizowałam wymarzoną imprezę urodzinową. Wynajęłam tramwaj, mnóstwo alkoholu i jedzenie. Niespodzianek nie było końca. A największą były OŚWIADCZYNY!!!!  Tak Maciej zaplanował wszystko krok po kroku. Znajomi wkręceni w pomoc. Ja gadam o czymś z dziewczynami poczym on mnie ciągnie do przegubu mówiąc, że jestem „Miłością jego życia”. Muzyka milknie. Dziewczyny się kapują zaczynają piszczeć. Wyjmuje z kieszeni pierścionek i zadaje to najważniejsze pytanie a jednocześnie deklaruje, że nie chce mnie opuścić. Wiadome, co odpowiedziała J TAK. Przytulaliśmy się długo i całowaliśmy. Ekipa śpiewała sto lat a potem krzyczeli gorzko gorzko! To były wymarzone zaręczyny i choć moja rodzina nie jest zadowolona z tego jak to zrobiliśmy ja się cieszę.


 


W Poniedziałek byliśmy tez zobaczyć mieszkanie na Grunwaldzie. Jest piękne. Nie wołają mało, ale wiem, że to jest to, w którym będziemy mogli być naprawdę szczęśliwi. Maciej jeszcze się zastanawia. A ja tego bardzo pragnę. Chcę mieć go przy sobie codziennie a nie tylko jak chodzi na rano do pracy. Chcę się przy nim budzić. Czuć, że oddycha w nocy i jest blisko. I nie nalegam tak bardzo jak mi na tym zależy tylko, dlatego, że spełnił już moje dwa życzenia (praca i oświadczyny). Nie chcę nalegać, ale zależy mi na razie tylko już na mieszkaniu. Bo cały plan przewidywał pięć życzeń ( praca, oświadczyny, mieszkanie, ślub i dziecko). Na pozostałe mamy czas, ale na te nie chcę czekać. A on jest taki niezdecydowany jakby się bał. A ja nie wiem, czego. Mam wrażenie, że nie mówi mi wszystkiego by mnie nie zranić.


i co dalej? 2016-07-04

Nasza miłość trwa już ponad rok i nadal jestem tą romantyczką z ostatniego wpisu. Kocham go nadal. Dziś miał swój pierwszy dzień pracy. Tak bierze za siebie a właściwie za nas odpowiedzialność. Jestem z niego strasznie dumna i cieszy mnie fakt, że chce zmieniać swoje życie na lepsze. Dzisiaj też mieliśmy okazję zobaczyć kawalerkę poleconą przez znajomych. Niestety nie zdecydowaliśmy się na nią, bo była bardzo mała. Choć lokalizacja genialna i nie AŻ tak drogo jak bywa w Poznaniu, ale płytki na podłodze nie przekonały nas. Mimo że to nie było to, o czym marzę to czuję pewien zawód. Bo jak szliśmy oglądać to mieszkanie to w myślach już widziałam jak się wyprowadzam. Jak mamy coś własnego, tylko naszego. No i klapa…


 


Zależy mi na tej wyprowadzce. Chcę spędzać z Maciejem czas sam na sam a nie zawsze z kimś. Chcę uciec od mojej „chorej” matki. Od egzystowania. Ja chcę żyć pełnią życia.


 


Nie to to inne… Boję się jednego. Że jest za dobrze. Za pięknie to wygląda. Boję się, że go stracę i to stracę bezpowrotnie. Że wymagam za wiele, za szybko.  


https://www.youtube.com/watch?v=IStV_7xui6I


Ta jedyna... MIŁOŚĆ 2015-10-29

Całe moje życie zmieniło się o 180 stopni. Z Maciejem jesteśmy już 5 miesięcy i wiem, że to jest ta prawdziwa jedyna miłość.


Chcę spędzać z nim każdą wolną chwilę.


Chcę by mnie kochał tak jak ja go kocham i nigdy o tym nie zapomniał.


Chcę się z nim kochać, wyjść za niego i założyć z nim rodzinę.


Jest wszystkim, co mam i mam nadzieję, że będzie tak na zawsze.


Chcę słyszeć jego dzień dobry i dobranoc.


Chcę czuć jego palce w moich włosach i jego usta przy moich ustach.


Chcę słyszeć KOCHAM CIĘ i by mi to okazywał. By zabiegał i starał się o mnie.


Wiem, że łatwo ze mną nie ma, bo zawsze za dużo biorę sobie na głowę, ale chcę by mnie w tym wspierał. By mówił "dasz radę kotku wierzę w ciebie"


Chcę z nim przeżyć taką miłość jak z filmów. Romantyczną i namiętną.


Byśmy nasze życie wspominali przez to jedyne uczucie. A żadne z nas nie umarło pierwsze.


 


 


I choć ma wady...


Czasem za mało mówi, ale wiem, że w głowie plączą się mu myśli i nie dba o to, co będzie dalej. Chcę by wziął za siebie a w przyszłości za nas odpowiedzialność. By czuł się głową rodziny i był bardziej stanowczy. Żebyśmy za kilka lat mieli naszą kochającą się rodzinę.


 


...to i tak go kocham, bo on kocha mnie!


 


wiele się zmieniło 2015-07-10

Wiele się zmieniło od ostatniego czasu. Od stycznia zaczęłam zasuwać z nauką do matury. Było naprawdę męcząco. Codzienne korki. Dojeżdżanie do kuzyna po trzy a nawet cztery razy w tygodniu. Poświęciłam nauce cały swój czas, mało odpoczywałam. Pod koniec byłam już na skraju wyczerpania. Ale się opłacało. Matura ZDANA! Polski 60% i 55%ustny (z ustnego nie jestem zadowolona komisja była okropna) z niemieckiego po 47% :P a z matmy 74%  :D Tego się nie spodziewałam. Wyniki były 30 czerwca. W miesiąc po tym jak stworzyłam wspaniały związek z moim obecnym chłopakiem. Zaczęło się zaraz po ostatniej maturze. Spotkania nad wartą. Należymy do jednego klubu (tym razem nie sportowego). Poznaliśmy się dzięki A (kolegę geja). Tak rozmawiamy już ze sobą, nie jest jak dawniej, ale jest. Martwiłam się, że nie stworzę normalnego związku. Teraz nie mam, czym się martwić, bo jestem na prawdę kochana. Tym razem z niczym się nie śpieszyłam. Wiem, że mnie kocha, dba o mnie i liczy się z moim zdaniem a przede wszystkim ma dla mnie mnóstwo czasu i jest między nami różnica dwóch lat. Za dwa tygodnie moje 20 urodziny. Czas leci nieubłaganie. Kocham go i dopiero teraz mogę ocenić znajomość z A. To był tylko przelotny romansik i tak naprawdę go nie kochałam zależało mi na nim, ale nic więcej. A wszystko przez to, że byłam odrzucona a on zwrócił na mnie uwagę. Boję się zbliżających się zawodów (klubu sportowego), ponieważ on tam bd. Mam nadzieję, że wszystko jednak się uda i spędzę miły weekend z moim M. Jeszcze nikogo tak mocno nie kochałam i boję się, że wszystko zepsuję. Że go zawiodę lub się mną znudzi. Ale jest tak wyrozumiały i uczuciowy, że mam nadzieję, że spędzę z nim resztę życia. Po maturze dostałam też pracę (tam gdzie miałam praktyki). Zapisałam sie już na studia zaoczne i czekam na wyniki rekrutacji. W domu spokojnie. Tata został, nie kłócą się nawet jakoś ostatnio. Z siostrą tez si. Życie jest piękne. I wszystko, całe cierpienie z przeszłości może wynagrodzić jedna osoba. Ta jedna jedyna kochana i kochająca. 


a tu dalej 2015-01-26

Co dalej? 2015 rok rozpoczął się cudownie od udanego sylwestra u koleżanki z klasy gimnazjalnej, od deklaracji taty, że do mojej matury nie zostawi nas i od odrobiny wolnego. To była ostatnia laba przed maturą :/ zaraz przed powrotem do szkoły zabrałam się za korki z matmy udziela mi ich kuzyn. Jakoś pomału, ale idzie :) korki to jedyna szansa bym zdała. Kuzyn jest wyrozumiały i opanowany no i bardzo dobrze tłumaczy. 


Postanowienie noworoczne? Nie mam! Po prostu nie bd sobie obiecywała, że rzucę palenie czy zabiorę się za siebie. Jedyne, czego marzę to zdać maturę, skończyć szkołę z paskiem i dostać sie do pracy tam gdzie miałam praktyki. A reszta? Reszta już się ułoży, bo wtedy już z górki :D


 


Ale w sumie miałam pisać o tym, co zdarzyło się wczoraj. To nie było miłe uczucie. Jadę do kuzyna na korki za Poznań autobusem. Na obrzeżach poznania dojeżdżam do miejsca gdzie mieszka p.J. Akurat tym autobusem jechałam pierwszy raz i było jeszcze jasno. Autobus staje na światłach ja obracam głowę w prawo i tuż za szybą. Dosłownie na wyciągnięcie ręki stoi starszy pan z psem. Zimno, więc ma kurtkę i rękawiczki. Początkowo patrzyłam na psa, ale podniósł głowę i poznałam to był p.J. Nagle poczułam zimno i cała zdrętwiałam, serce zaczęło mi walić i poleciały mi łzy. Nie zobaczył mnie, ale podejrzewam, że by mnie nie poznał. Całe cztery lata bałam się, że go spotkam tym razem było tak blisko nie wyobrażam sobie zamienić z nim nawet jednego słowa... 


 


było... 2014-12-23

Czasami myślę, że muszę być szczęśliwa, bo wszyscy tego ode mnie oczekują. Wmawiam sobie, że taka jestem i na pozór ta wariatka albo wesolutka jest szczęśliwa, ale przychodzi wieczór taki jak ten i kolejny raz sobie nie radzę ze swoimi emocjami. Tęsknię za ludźmi, z którymi było mi dobrze. Za przyjacielem, którego utraciłam za facetem, przy którym byłam naprawdę szczęśliwa.


Nie pisałam tutaj o tym jak się to zaczęło i jak skończyło. Jestem w pewnym stowarzyszeniu sportowym. Poznałam go właśnie tam widywaliśmy się bardzo często, przygarnął mnie pod swoje skrzydła i tak przez ponad rok. Na początku się obawiałam, ponieważ jest starszy o 20 lat a ja się bałam powtórki z p.J, ale z czasem to się zmieniło zaczęliśmy pisać czasem nawet dzwonić. Spotykaliśmy się na mieście (po raz pierwszy sami) zaprosił mnie na sushi, zarezerwował stolik. Było cudownie! Tak było kilka razy. Cudowny czas naszego "związku" trwał krótko, bo trochę ponad miesiąc. Myślałam, że znalazłam w końcu tego, czego potrzebuję. Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji i bardzo mnie wspierał, przez co podniósł nieco moją samo ocenę. Od początku wiedziałam, że kiedyś był związany z kobietą, która miała dziecko z innym mężczyzną. Rozumiałam, że dziecko sie przywiązało i nie miałam zamiaru stawać między nimi. Byłam bardzo pewna, czego chcę to chyba go zniechęciło. Zaczął się wycofywać mówiąc, że chce żyć w otwartym związku i że mam szukać sobie kogoś "z mojej grupy wiekowej" aż wyznał, że on nadal kocha tę kobietę a my mamy zostać tylko przyjaciółmi. Szaleńczo go kocham. Przepłakałam nie jedną noc. Koleżanki mówiły, że zapomnę, ale minęły już ponad dwa miesiące a ja dzień przy dniu o nim myślę. Koleżanka założyła mi profil na portalu randkowym abym zapomniała. Nie pomogło. Teraz nie pojawia się na spotkaniach. Odpisuje na maile krótko typu wszystko dobrze, czas szybko leci mam nadzieję, że dajesz radę i jesteś szczęśliwa oraz że niedługo się spotkamy. Dochodzą do mnie plotki, że jest w zakładzie zamkniętym. Ja w to nie wierzę! Nie on! 


No, ale było minęło, po co rozdrapywać to wszystko... Lepiej zapomnieć... Nie tak łatwo. 


Tęsknię za koleżankami, które uważałam za prawdziwe i najważniejsze, które okazały się fałszywe. 


 


No i kolejny wieczór, ale to norma minie z wschodem słońca i przez ponad 12 godz. znów bd uśmiechniętą Madzią :) 


Ps. Czas szykować się do świąt i samotnego sylwestra. Czas się otrząsnąć i przeżyć te (prawdopodobnie) ostatnie wspólne święta. Prawdopodobnie, bo wczoraj nawalona zapytałam się tacie, co dalej? Myśli...


 


wigilie klasowe 2014-12-19

Dziś czas wigilii klasowych. To jest dla mnie bardzo ciężki czas szczególnie, gdy jest to ostatnia nasza wspólna wigilia. Zawsze po niej jestem rozłożona psychicznie. Przez głowę przechodzą tłumy myśli i czuję się źle sama z sobą. Mam wrażenie, że to ja jestem zła a ludzie, którzy mnie kochają dostają ode mnie tylko po tyłkach. W rzeczywistości część tych życzeń jest fałszywa. Ja najbardziej zawsze rozkładam się, gdy idę do nauczycielek, bo wiem, że życzenia są szczere i zawsze powiedzą coś, co powoduje jakieś głębsze refleksję. Chciałabym by w końcu wszystko się poukładało, bym mogła być szczęśliwa! Tak jak przez dwa miesiące tego roku, gdy zakochałam się po uszy. Jeszcze nigdy nie byłam szczęśliwa tak jak wtedy. Szkoda tylko, że się posypało... Ale postanowienie na nowy rok jest w trakcie tworzenia :)


... 2014-12-17

 


https://www.youtube.com/watch?v=_y6Hz-IDJw0&feature=youtu.be


 


Siostra pokazała mi właśnie ten filmik. Jak wy go rozumiecie? Ja czytam go, jako więzienie dla starszych ludzi i zmierzamy ku obłędowi i śmierci. Ja już chyba kiedyś pisałam o śmierci. Każdy dorastający ma taką chęć zabicia się, gdy czuje się bezsilny lub po prostu w ten sposób chce wołać o pomoc do świata dorosłych. Ja przez dwa lata nie myślałam o tym! Gdy zobaczyłam reakcje mojego taty na pocięte nadgarstki (Tak wtedy, gdy pani rozmawiała ze mną w toalecie), który wyszedł z pokoju popłakał się i nie odzywał przez kilka dni. Pokazał mi przez te swoje łzy jedno, że bardzo mnie kocha, mimo że tego nie mówi. Ja zrobiłam to po to by pokazać rodzicom, że nie radzę sobie z życiem w domu i szkole. Mamę nie specjalnie to ruszyło. Ale to dzięki ojcu wiem, że po coś tu jestem i ktoś mnie kocha. Mimo że ostatnio nie jest łatwo nie poddaję się! Myślę jednak jak bym chciała to zrobić, gdzie i czy ktoś by przyszedł na pogrzeb i czy ktoś by o mnie pamiętał? Zmarłych ludzi szybko zapominamy. No, ale nie ma, co gdybać czas się zabrać za siebie i do nauki! Czas walczyć o siebie! Nikt tego za mnie nie zrobi... 


 


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]